listopadowo...
Pojawiłam się później znikłam a no właśnie tak to ze mną jest, ale uwierzcie mi walczę z tym tzn. z moją niesystematycznością. Bycie mama na pełny etat jest bardzo zajmujące, pochłaniające i nie da się ukryć nieporównywalne z niczym innym. Każdą nową minkę każdy uśmiech to ja widzę pierwsza i są to chwile, które nigdy się nie powtórzą. Dzisiaj nie potrafię sobie wyobrazić jak to było jak nie było mojego Miłoszka. Oczywiście oprócz macierzyństwa staram się coś jeszcze z życia wyciągnąć, np. wczorajszy wieczór z moją przyjaciółką pogaduchy przy pysznej herbatce biało-zielonej i serniczku do późnej nocy lubię te nasze niespieszne rozmowy o wszystkim...
Dzisiaj, zostawiłam Miłoszka z babcią i wybrałam się sama na cmentarz, dobrze się złożyło, że byłam sama bo chyba potrzebowałam pobyć sama, to pierwszy Dzień Zaduszny gdy mojego taty nie ma tu z nami...po ludzku brakuje mi go tutaj, dzięki mojej wierze wiem, że się spotkamy, wiem, że nasz życie tutaj to wstęp do wieczności choć tak często o tym zapominamy aby było by nam łatwiej gdybyśmy o tym pamiętali. Refleksyjnie mi się zrobiło ale to taki dzień a nawet miesiąc życzę dobrej niedzieli
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz